Kategorie: Wszystkie | jedzenie | motywacja | w sieci | ćwiczyć
RSS
czwartek, 23 kwietnia 2009

Po tygodniu: Minus 3 kg.

Czyli "nowe otwarcie" przynosi efekty. Rzadko tu pisuję, bo wciąż się obawiam, że nowe otwarcie szybko się skończy. Ale wszystko wskazuje na to, że droga jest właściwa. Walczymy dalej :)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Miałem przerwę. Brzuch wciąż jest. Nie wiem. Zabrakło motywacji, zabrakło siły, chęci. Słodycze i cola wieczorem spowodowały, że wciąż jestem w punkcie wyjścia.

Ale dwa dni temu zacząłem "nowe otwarcie". W praktyce oznacza to: 

Śniadanie: dwie kanapki z serkiem wiejskim, pomidorem i ogórkiem 

Drugie śniadanie: owoce

Drugie drugie śniadanie: owoce

Obiad: kawałek gotowanego mięsa i warzywa

Kolacja: jogurt

Wszystko w ok. 3 godzinnych odstępach. Dzięki temu nie chodzę głodny. Fakt, coli i słodyczy brakuje ale organizm podobno musi się przestawić. Do tego 3razy w tygodniu ruch na świeżym powietrzu (w poniedziałek 1,5h gry w kosza, dziś długaśny spacer, jutro biegam). Zobaczymy. Niczego już nie deklaruję, ale będę walczyć :) 

poniedziałek, 01 grudnia 2008

...odrobinę ale to zawsze coś.

Tydzień (i dwa dni) po pierwszym wpisieznów się zważyłem (01.12.2008 r. - 100.6 kg) co oznacza 3.5  kg mniej w tydzień.

 

Jak to się udało:

- nie piłem coli

- słodycze baardzo ograniczyłem (może dwa trzy razy przez ten tydzień zjadłem ciastko lub kostkę czekolady)

- codziennie 40-45 minut marszu

-dwa posiłki: śniadanie i około 17 obiadkolacja

- jako przekąski w pracy jabłko lub jogurt

Od dziś zaczynam robić pompki.

Gdyby to tempo się utrzymało... :) [tak wiem, jestem przygotowany że będzie różnie]

środa, 26 listopada 2008

Odkąd wyznaczyłem sobie cel zacząłem codziennie wieczorem chodzić. Po dwóch dniach natrafiłem na pierwszą pułapkę - NUDA.

Żeby marsz przyniósł jakiś efekt, musi trwać przynajmniej 45 minut. No ale tak iść i iść... teren najczęściej się powtarza, NUDA. 

Znalazłem na to sposób... wgrałem do iPODa kilka audiobooków i słucham. Postanowiłem, że będę słuchać tylko w trakcie marszu.  Dlatego codziennie aż chce się wyjść, bo jestem ciekaw co będzie dalej (zacząłem od Sapkowskiego).

Niebawem marsz zamienię na bieganie i wtedy raczej wybiorę muzykę, bo spokojny głos lektora nie współgra z rytmem biegu. Jednak kiedy idę, sprawdzają się doskonale. Polecam, bo aż chce się wyjść z domu nawet kiedy jest zimno. 

Dodatkowa wartość, nadrabiam lekturowe zaległości (w domu zbyt wiele rzeczy odciąga od czytania). 

poniedziałek, 24 listopada 2008

...no na razie jeszcze z brzuchem, ale...

odkąd podjąłem mocne postanowienie poprawy (czytaj: utraty wagi) wykonałem pierwsze dwa kroki:

1. codziennie 40minutowy szybki marsz (zanim zacznę biegać)

2. przestałem pić colę (wcześniej wręcz nałogowo);

To pierwsze kroki bo od czegoś trzeba zacząć.

W następnym wpisie pełny plan (choć prosty) osiągnięcia celu (1.01.2010 r. - 89kg)

 

A na razie kibicuję tym, którzy mają pierwsze sukcesy.

piątek, 21 listopada 2008

Piszę, bo przeżyłem szok.

Prawie rok po mocnym postanowieniu poprawy (1.01.2008 r. - 102.1 kg), znów przytyłem.

Dziś - choć było już dobrze (1.09.2008 92 kg) - znów jest źle a nawet gorzej (21.11.2008 104.1 kg)

 

Piszę, bo powiedziałem sobie dość. 

Daję sobie trzynaście miesięcy (1.01.2010 r. 89 kg). 

Tyle czasu, bo chcę być realistą tyle kg, bo chcę przekroczyć psychologiczną barierę 90 kg). Potem zobaczymy. 

 

Na tym blogu będę: 

- prowadził cotygodniowy dziennik postępu

- opisywał metody walki z brzuchem (ćwiczenia; jedzenie)

- zbierał źródła z sieci

 

Zaczynamy. Jest piątek 21 listopada 2008 roku. Za minutę północ. 

statystyka